Umiłowani bracia i siostry!Gromadzi nas tu dzisiaj uroczystość poświęcenia kościoła Najświętszej Maryi Panny, który dzięki hojności króla Karola Augusta wykupiono z rąk protestantów i przywrócono liturgii katolickiej. Wiara naszych ojców po ponad trzystu latach powraca do Miśni, aby stąd promnieniować na resztę Królestwa, i w przyszłości - jak śmiem wierzyć, ufając w opiekę Bożej Rodzicielki - na powrót zawładnąć sercami zbłąkanych owieczek. Zarazem dzień ten stanowi początek rzeczywistej działalności miśnieńskiej komandorii naszego zakonu.
Dla Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona każde poświęcenie kościoła stanowi wyjątkowe wydarzenie, w sposób szczególny wyrażające jego charyzmat i misję. Jesteśmy posłani, by oswobodzić świątynię naszego ciała, o której pisze w pierwszym liście do Koryntian św. Paweł, z niewoli grzechu, tak by składać w niej miłą Bogu cześć. Jesteśmy posłani, by wyzwalać ciała naszych bliźnich od prześladowań i cierpień, a dusze ich - od grzechu poprzez spowiedź oraz od nieznajomości Bożej prawdy przez głoszenie wiary katolickiej. Jesteśmy posłani, by czcią otoczone było Ciało Chrystusa; zarówno to sakramentalne, jak i to mistyczne, którym jest Kościół.
W przedziwny sposób we wszystkim tym przewodzi nam Ta, którą akatyst zowie Waleczną Hetmanką, zaś Pieśń nad Pieśniami - groźną jak zbrojne oddziały. Ona jest Tą, która miażdży głowę węża, bowiem przenigdy nie uległa jego podszeptom, przez całe życie od samego poczęcia będąc zachowaną od wszelkiego grzechu. Ona jest również Tą, która wedle słów brewiarzowej antyfony "wszystkie herezje sama zniszczyła na całym świecie". Ufając w Jej opiekę możemy być pewni, że odniesiemy zwycięstwo nad wszelkim wrogiem i zdobędziemy Królestwo Boże.
Amen.
Umiłowani bracia!Non nobis, Domine, non nobis, sed nomini Tuo da gloriam. Nie nam, Panie, nie nam; ale imieniowi twemu daj chwałę. Wiara nasza zwie się katolicką nie tylko dlatego, że jest powszechna, obejmując ludzi wszelkich wieków, ras, narodów i języków, ale również dlatego, że obejmuje całą prawdę i wszelkie dobro. Wedle słów Chestertona, " Świadomie rozszerza swoje granice, by objąć każdy aspekt prawdy, a mimo to jest sztywno ufortyfikowane przeciwko wszelkim odmianom błędu". Wiara bowiem nasza pochodzi od Boga samego, który stał się człowiekiem i oznajmił nam wszystko, co słyszał od swego Ojca. Jest on źródłem całej prawdy i całego dobra i całe je nam powierzył. Katolicyzm jest więc prawowitym właścicielem całej prawdy oraz wszystkiego dobra, niezależnie od tego, jak bardzo było by zawłaszczone i zniekształcone przez wroga. My, wojownicy wiary, mamy za zadanie odzyskać wszystko co prawdziwe i dobre z rąk nieprzyjaciela i oczyścić to z jego brudów. Przypomnijmy więc katolikom cenne prawdy ich wiary, o których pamiętają jedynie heretycy; zwróćmy im duchowość i formy pobożności zawłaszczone przez schizmatyków, stosujmy znaki i symbole, które mają święty sens, nawet jeśli inni próbują im przypisać inne znaczenie. Nie omijajmy w tej krucjacie o wyzwolenie zagrabionego dobra nawet najmniej znaczących szczegółów; nie pozostawiajmy nieprzyjacielowi nawet najmniejszego fragmentu zagrabionej ziemi! Niech Kościół, który chwali pszczołę, zawalczy o katolickość jednorożca. Niech czciciele Krzyża Chrystusowego nie zapominają o odwróconym krzyżu św. Piotra. Niech ci, których mistrzem jest Akwinata, dostrzegą i docenią hezychazm. Gdyż zło nie ma nic swojego, potrafi jedynie małpować i przeinaczać dobro. Bowiem wszystkie rzeczy, które Bóg był uczynił, były bardzo dobre.
Umiłowani bracia!Non nobis, Domine, non nobis, sed nomini Tuo da gloriam. Nie nam, Panie, nie nam; ale imieniowi twemu daj chwałę. Zarzuca się nam czasem, że wyprawy krzyżowe, które głosimy i w których bierzemy czynny udział, są czymś niekatolickim. To kłamstwo; są one nie tylko w pełni zgodne z wiarą katolicką, ale i stanowią tak ścisły obraz istoty Kościoła, jak mało co innego. Otóż ta część Kościoła, która istnieje w ziemskiej doczesności, określana jest mianem Ecclesia militans, Kościoła wojującego; albo też mianem Kościoła pielgrzymującego. Oba te określenia, zwykle sobie przeciwstawiane, w rzeczywistości doskonale nawzajem się uzupełniają. Bowiem wędrówka, która jest zarazem pielgrzymką, jak i wojną, to wyprawa krzyżowa, lecz już nie do ziemskiego, ale do niebiańskiego Jeruzalem. Podejmujemy ją z miłości; z miłości do Chrystusa, którego ojczyznę - najpierw ziemską, a w konsekwencji niebieską - pragniemy osiągnąć, i z miłości do naszych braci - Kościoła cierpiącego pod jarzmem niewiernych na ziemi, w duchowej zaś rzeczywistości - Kościoła cierpiącego w czyśccu, który wyzwalamy bronią naszej modlitwy. By jednak osiągnąć oba cele - zdobycie Jeruzalem i wyzwolenie cierpiących braci, musimy podjąć walkę z naszym wrogiem - Saracenami w rzeczywistości cielesnej; grzechem w rzeczywistości duchowej. Wiemy jednak, że walczymy po stronie zwycięskiej, co wyraża najwspanialszy znak zwycięstwa, który każdy z nas nosi na swej szacie: chwalebny krzyż, na którym zwyciężył Chrystus. Zwyciężym i my: jeśli wiernie wytrwamy po właściwej stronie, zdobędziemy już nie ziemskie, ale niebiańskie Jeruzalem. Odwagi, nie bójmy się gwałtowności! Bowiem "Królestwo Niebieskie gwałt cierpi i gwałtownicy porywają je." Czy gotowi jesteście zaprzeć się samych siebie, wziąć swój krzyż i naśladować Naszego Pana w cierpieniach dla wyzwolenia umęczonych braci? Czy gotowi jesteście opuścić dla tej sprawy swoje domy, majątki, rodziny i przyjaciół, czy gotowi jesteście znieść wszelkie przeciwności i wszystkie rany, jakie zadać będzie się starał nieprzyjaciel, by osiągnąwszy Jeruzalem, dołączyć do Kościoła triumfującego i wraz z nim zaśpiewać Te Deum w oczyszczonej świątyni? Zaprawdę, powiadam wam: Bóg tak chce!
Umiłowani bracia!Non nobis, Domine, non nobis, sed nomini Tuo da gloriam. Nie nam, Panie, nie nam; ale imieniowi twemu daj chwałę. Na dzień dzisiejszy przypada święto Imienia Najświętszej Maryi Panny, naszej Królowej i Pani. Historię święta tego każdy znać powinien, jeśli jednak jest wśród nas ktoś nieuczony, przypomnę ją, by i on mógł zrozumieć jego znaczenie. Otóż gdy król polski Jan III ruszył na odsiecz oblężonemu, naprzód wysłuchał i służył do Mszy Świętej, którą na gruzach kościoła św. Józefa odprawił bł. Marek z Aviano, a następnie wezwał Najświętszego Imienia Maryi i ruszył do boju, w którym Turków rozbił tak całkowicie, że już nigdy więcej nie odważyli się najeżdżać Europy. Poznać stąd możemy, że nikt, kto ze czcią wezwie Imienia Bogurodzicy, nie zostanie pozbawiony jej pomocy i obrony. W wojnie naszej, którą wiedziemy z szatanem i światem, jest nam nie tylko Waleczną Hetmanką (jak powiada Akatyst), ale i najpotężniejszym sprzymierzeńcem. Jest bowiem Królową Nieba i Ziemi, Panią zbrojnych zastępów anielskich, które na jedno Jej słowo rzucą się, by gromić diabła. Nie dość na tym; ona sama ruszy do walki i zmiażdży łeb starożytnemu smokowi, który więcej nie wyrządzi już nikomu zła. Pamiętajmy więc zawsze o naszej wielkiej sojuszniczce, czcijmy Ją i wzywajmy jej pomocy w walce, a zwyciężymy na pewno! Amen.
Umiłowani bracia i siostry!Nasze doczesne życie jest pielgrzymką i oczekiwaniem na rzeczywistość niebiańską. Naznaczone jest tymczasowością i wyglądaniem zmiany. Nie ma na tej ziemi nic trwałego, choćby nawet wiecznym się zdawało i wieki trwało, w końcu przecież przepadnie. Wielkie bogactwa? Złodzieje je rozkradną, a psucie pieniądza zniweczy. Piękne szaty? Zjedzą je mole. Głęboka wiedza? Wraz z pamięcią utracona będzie w starości. Obszerne domy? Ogień je spali albo woda zmyje. Potężna rodzina? Wymrze. Głośna sława? Zostanie zapomniana. Ojczyzna? Zginie pod jarzmem nieprzyjaciela. Cóż zatem wieczne, czy jest rzecz taka? Nie ma jej, nie ma ni jednej, nie może być bowiem wieczne to, co z doczesnego się rodzi; tylko to, co pochodzi z wieczności, na wieczność istnieć będzie. Wieczna więc jest miłość Boga, bo kto Go miłuje, otrzyma odeń tę łaskę, że na wieki z Nim zjednoczon będzie. Wieczna jest mądrość, bo od Ducha Świętego pochodzi i jest umiejętnością wyboru tego, co dobre i wieczne miast tego, co złe i przemijające. Wieczna jest czystość, bo kto ją zachowa, na wieki w oblicze Boże wpatrywać się będzie.
Ale oto mówimy wiele o wieczności, a gdzież ona? Czyż wciąż na nią nie czekamy, kolejne już tysiąclecie? Kiedy przyjdzie Pan i osądzi serca żywych i umarłych? Czekamy z utęsknieniem na wieczność, lecz wciąż trwa doczesność. A gdy czynami swoimi przybliżyć jej nadejście próbujemy, owoc taki zbieramy i oglądamy jedynie, że jeszcze bardziej się od nas oddaliła. A tajemnicą jest Bożą, kiedy przyjdzie, i przed aniołami nawet nie jest to ujawnione. Lecz być pewni możemy, że przyjdzie: zapewniła nas o tym Wcielona Prawda; w Bogu zaś, który jest ponad czasem, nie ma żadnej zmiany, lecz trwa na wieki i na wieki trwa Jego Słowo; nie odwoła złożonych obietnic i nie zmieni swych przedwiecznych wyroków.
Czekamy więc i pielgrzymujemy, a serca nasze słabną, bo oto maszerujemy przez wielką pustynię i nigdzie ani śladu wody ni strawy nie widać. Lecz sam Pan daje nam napój i pożywienie: Ciało Swe Najświętsze i Krew Najdroższą utajone w sakramencie Komunii Świętej. Stęsknieni za wiecznością, tu jej dostępujemy, zjednoczonej z doczesnością, tak jak złączyły się one we Wcieleniu Chrystusa, na którego święto czekamy. Również w innych sakramentach i sakramentaliach, w liturgii i w Swoim Słowie Bóg daje nam posmakować wieczności. Lecz po każdym takim przedsmaku jeszcze bardziej utęsknieni jesteśmy i spragnieni nieba. Ale Najwyższy jest miłosierny; mało komu każe czekać sto lat, częściej osiemdziesiąt bądź siedemdziesiąt, a nierzadko i mniej jeszcze. Wielka to jest łaska i wielkie szczęście: dostąpić wieczności, pragnąc jej całym sercem. Cóż wobec takiego szczęścia znaczy te kilkadziesiąt ledwie lat, które przeżyć musimy, by je otrzymać?
Dlaczegóż więc ludzie boją się rozstać z tym doczesnym światem i przejść do wieczności, a jak mogą, to przejście starają się odwlec, choćby o lat czy dni nawet kilka? Dlatego, że w swej głupocie bardziej od wieczności mijającą chwilę umiłowali, która trwać nie może i małe, chwilowe jedynie szczęście, cierpieniem i obawą utraty naznaczone. Ale są i ci, którzy śmierci się nie lękają: to ci, w sercach których nie ma już przywiązania do rzeczy doczesnych, bo cali oddali się wieczności. Kim są ci mędrcy, kim są ci, co żyją wprawdzie na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata? To umarli dla tego świata, a dla wieczności wiecznie żywi: są to święci. Każdy chrześcijanin winien dążyć do świętości i wyzbyć się wszystkiego, co go od niej oddziela. Jeśli rzecz jakaś utrudnia nam bycie świętymi, możemy albo tę trudność przezwyciężać, jeśli mamy w sobie dość siły, albo ją odrzucić, tak, by więcej nie stała nam na zawadzie. Ludźmi, którzy najdalej poszli tą drogą i najwięcej zawad odrzucili, są mnisi. Oni to wszystkiego się wyrzekli, co ich od Boga oddziela. A wśród żadnego stanu nie ma tylu świętych, zapewniam was, co wśród mnichów. Choć nie każdy może tak jak oni, porzucić wszystko, co go wiąże, to jednak w niektórych przynajmniej rzeczach możemy ich naśladować, w tych zaś, w których nie pozwalają nam na to obowiązki, przezwyciężajmy te trudności, tak, by całymi być dla Nieba. Czyniąc tak, zdobędziemy sobie wielkie zasługi w wieczności; skarb nieprzebrany, samą nieskończoność - to jest Boga. Amen.